Amerykanie nas podsłuchują, a ludzie Donalda Tuska nie mają nic przeciwko i proszą jeszcze o udostępnienie nagrań. To jedna z najbardziej szokujących rzeczy, jaka dotyczy naszego kraju. Oznacza to bowiem że prezydencie telefony są na podsłuchu, nasi politycy o tym wiedzą i... się na to zgadzają. To jak życie w niewoli, bo prezydent nie może podjąć żadnej decyzji tak, by wcześniej o tym nie wiedziały inne kraje.
sprawa wyszła na jaw, kiedy nasza polityka i ministerstwo wystąpiło o udostępnienie nagrań z podsłuchiwanego telefonu, chodziło o rozmowę braci Kaczyńskich na 20 minut przed katastrofą w Smoleńsku. Okazuje się, że telefony były na podsłuchu, a Donald Tusk i jego ludzie z PO o tym wiedzieli. A podsłuchiwało nie polskie biuro bezpieczeństwa, a Stany Zjednoczone. Jak się to ma do naszej suwerenności?
PO udowodniło, że polityka to syf i bagno. Mało tego – nie jesteśmy krajem wolnym i prawdopodobnie jesteśmy manipulowani. Nasza polityka równie dobrze mogłaby nie istnieć, tak samo jak i Platforma Obywatelska, która dopuszcza do tak haniebnych praktyk. Pozwalanie na podsłuchiwanie głowy naszego państwa, to jak zdrada kraju. Sami peowcy jednak w tym nic złego nie widzą i wciąż udają, że rządzą tym krajem, piszą do tego oficjalne not z prośba o udostępnienie nagrań. A co na to Waszyngton? Amerykanie mówią NIE, nagrania maa, ale los Polski już ich nie obchodzi. Najważniejsze, że mogą nas legalnie szpiegować. Taka polityka sprowadza nasz kraj doc czasów zaboru.