Sformu³owanie „Ten u w³adzy, kto liczy g³osy” powraca do nas przy okazji ka¿dych wyborów. Czy to mowa o wyborach parlamentarnych, prezydenckich, czy te¿ samorz¹dowych. Ne ma ¿adnych w¹tpliwoœci co do tego, ¿e wiele jest w tym intryguj¹cych elementów. Oczywiœcie polityka zawsze wi¹¿e siê z zarzutami nieuczciwoœci, k³amstwami i innymi tego typu rzeczami. Nie ma absolutnie ¿adnych w¹tpliwoœci co do tego, ¿e tylko oszustwo prowadzi do politycznych sukcesów i samych szczytów. Ale jak to jest z tym liczeniem?
Na pewno przy okazji wyborów prezydenckich o wyborczy przekrêt z liczeniem g³osów jest trudno. Mo¿na sfabrykowaæ kilkanaœcie, mo¿e kilkaset g³osów, ale na pewno nie uda siê tego zrobiæ z milionem, a tak¹ ró¿nic¹ wygra³ Bronis³aw Komorowski z Jaros³awem Kaczyñskim. Kiedy jednak w grê wchodz¹ wybory samorz¹dowe... tutaj jest pole do popisu. W takich warunkach bowiem decyduje niekiedy kilka g³osów jeœli mowa o tym, kto wejdzie w skald wybieranej rady miejskiej. A tych kilka g³osów da siê sfabrykowaæ i to doœæ ³atwo. Wiele zale¿y od tego, kto ma silniejsza pozycje i kto ma znajomoœci wœród licz¹cych g³osy. Zdarza³o siê ju¿ – w Polsce demokratycznej – ¿e inne dane sp³ywa³y od komisji wyborczej, a inne by³y publicznie podawane. Oczywiœcie to skala lokalna, ale na pewno udowadnia to, ¿e polityka w naszym kraju wci¹¿ niewiele ró¿ni siê od czasów socjalizmu. A jak wtedy wygl¹da³y wybory? Wszyscy doskonale pamiêtamy. Za grosz w tym nie by³o uczciwoœci. Podobna jest wspó³czesna, demokratyczna polityka. Tylko inaczej siê nazywa.